|
Wczoraj wieczorem
po 11 godzinach jazdy dotarliśmy do Huanaco Piotr po 30
minutach zdecydował się jechać do
Limy. Ja zostałem, bo planowałem się
rozejrzeć. Jest to miejscowość położona
w dolinie miedzy górami na wysokości 4750 mpn, na górach widać śnieg a w
dolinie ciepło, jak na pozna wiosnę w nocy 6-10 C w dzień 27-30, wilgotność mała,
rano zamiast kawy pije się Mata Coca Tea i wtedy można chodzić i normalnie oddychać.
Spałem w Hotelu Viktoria blisko centrum,
pokój 2 osobowy, bo na dole tylko
takie są. Potem spóźniłem się na autobus do Kotash i trzeba było jechać taxi a
to jest 28 km, kierowca czekał na mnie 2 godziny, bo tam po tych ruinach trzeba
chodzić szlakiem 3 km.
Ruiny położone jest nad rzeka Rio
Higueras, dość głęboka, można się wykąpać z
czego oczywiście skorzystałem.
Są tam plantacje z roślinami leczniczymi
w tym Maca i odmiany Aloesu, można
na miejscu napić się soku wyciskanego z
tego aloesu, jest lekko gorzkawy,
ale dobrze orzeźwiający.
Turystów po za Niemcami, Japońcami,
no i Iztralitami to właściwie o tej porze
nie ma, większość z nich gania za ziołami
po rynku a zwłaszcza za maka bo
twierdza, ze tu jest ona jedna z tańszych
i dość dobrej jakości.
Mi ledwo udało się kupić parę woreczków
100 gr. i to dzięki właścicielowi
hotelu, bo sam bym nie znalazł, bo każdy
a tych handlarzy ma już stałych
odbiorców za to liście Coca to ma,
co trzeci handlarz.
Próbowałem około 20 odmian kartofli,
rzeczywiście każdy ma inny smak.
Próbowałem tez najprzeróżniejsze
owoce, niektóre widziałem po raz pierwszy, bo
tylko tu w tej okolicy występują.
Dalszy kierunek wycieczki był na wschód, w stronę Pucallpa.
Droga górska żwirowa z kawałkami
asfaltu przez większe miejscowości.
Wykupiłem bilet na express, bo
podobno wygodny i z WC oraz posiłkami
piętrowy na dole restauracja i
spania
Mam trochę dosyć podróżowania tym najtańszym.
Co jechaliśmy z Yarina
Cocha. Ale po drodze od 188 km
zaczyna się salva (dżungla) wysokogórska
i tam w bok w dolinie jest pełno ośrodków
głównie Japończyków i Niemców,
ale ostatnio i Izraelskich
leczniczych, pięknie położonych, ale niedostępnych
dla zwykłych turystów, pilnuje ich
policja i nikogo nie wpuszcza bez ich
zgody. Mam parę z daleka
pofilmowane.
Rozmawiałem wczoraj tu w kawiarni
internetowej z takim "turystą", co
nieoficjalnie zajmuje się pośrednictwem
handlu ziemia, mówił ze to najlepszy
w tej chwili geszeft. Gdyż wielu
jest chętnych zwłaszcza z Europy. Jego kolega
zajmuje się urządzaniem takich działek,
jak budowa drogi, domów itp.
Ale są dość ładne miejsca gdzie
jeszcze Oni nie dotarł, gdyż nowi kupcy
chcą być blisko siebie tworząc takie
mini kolonie i tam ziemia jest
najdroższa, a parę km dalej czasami ładniejsza
okolica.
Pisząc zaschło mi w gardle i zamówiłem
sobie cos do picia.
Myślę ze wielu tych soków a zwłaszcza
świeżych, na świeżo wyciskanych będzie mi
brakować po powrocie, no i świeżych
ryb z rzeki.
Serwują je tu każde barki i restauracyjki
z bardzo smacznym ryżem brązowym.
Jak po drodze stanęliśmy na 230 km
bo ciągnik z drewnem się na moście wywrócił i w końcu autobus zdecydował się
forsować rzekę, było średnio 150 cm wody,
większość wysiadła i mięliśmy kąpiel
za darmo.
Woda wspaniała, wokół góry i masę
mini wodospadów. Coś pięknego, tam czuć ta
energię tych ostrych gór, prawie
dziewiczej puszczy no i strumieni oraz
wodospadów. To miejsce mi i Piotrowi
się bardzo podobało.
Myślę ze tam wrócimy dowiedzieć się
cos więcej, bo dziś niedziela, wiec nie ma
gdzie się dowiedzieć a pośrednika
nie chciałem pytać, choć właśnie znów
przyszedł i wypytuje jak mi się tu
podoba.
Siedzi obok i rozmawia przez Internet.
Krzyczy do mikrofonu aż wszyscy się
oglądają, ale chyba o polityce, bo łapię
niektóre słowa.
Teraz jego żona gada a on się przygląda,
co pisze, ale nie pojmują, co jest na
wzajem.
On jest tu od 3 lat i w Limie, ale
twierdzi ze najlepsze interesy to w
salvie a nie w mieście. Tu mieszka,
dlatego ze większość jego klientów tu
właśnie dociera, zwłaszcza w okresie
świątecznym lub zimowym, czyli naszym
letnim, teraz jest poza sezonem,
dlatego ma czas szukać nowych miejsc. Jutro
jedzie do Satipo, co mnie wcale nie
cieszy, ale mu tego nie powiedziałem, co
prawda wspominałem ze tam byłem i ze
mi się podoba
zwłaszcza Porto Copa i Masamari,
wiec niech szuka, choć myślę ze drogi go nie
przeraża, bo tu podobne tyle ze tu więcej
kurzu i kamieni a tam błota
i gliny. Poza tym tam niższe góry no
i wilgoć większa oraz temperatura
wyższa. Ale takich ludzi nie wiele
jest w stanie zatrzymać, jeżeli czują
pieniądze, a ze to jest teraz modne zwłaszcza
na zachodzie,ucieczka, choć
na wakacje od cywilizacji, choć nie
od standardu to tacy maja kopalnie pieniędzy.
SATIPO się przed tym nie obroni,
bo ma drogę asfaltowa i 12 godzin od Limy tu
jest trudniej, bo nie planują w najbliższych
10 latach asfaltu.
Zwłaszcza miedzy Huanaco a Pucallpa
a to jest 520 km wiec na tym odcinku
będzie im dalej, od Pucallpa tym ciekawiej,
bo trudniej dotrzeć.
Pozostają samochody terenowe i
autobusy a tam express nie chodzi.
Lotnisk tez brak, co prawda tutaj w
tym miasteczku jest małe, ale tylko
połączenie Pucallpa. Huanuco
nie ma lotów do Limy bezpośrednio.
Nie ma tez połączenia droga wodna,
co jest dobre, bo tak szybko nie wyniszcza
dżungli. Tyle na dziś.
|