Home arrow Promyk
Menu główne
Home
Peru
Ciekawostki
PeruLinks
Kontakt
Galerie
Szukaj
Podróże
Luty 1998
Maj 2000
Listopad 2000
Zdrowie
Promyk
Serwisy
Canyon Trading Post
Wild Mitch
Dziki Mietek
Stats

Czas: 08:28
Odsłony: 8
odwiedzających: 21941
Promyk

Promyk, Papuzka i Owoc

 
W bogatym kraju- diagnoza, tomografia w Meksyku, bo 9 razy taniej i na poczekaniu. Wyrok: rak 3 stopnia z przerzutami z jelit na pluca i zoladek, nie poddajacy sie chemii, podloze stresowo-genetyczne aktywizowane przez zywnosc modyfikowana genetycznie. Niezwloczna decyzja. Szybki wyjazd .

W obcym kraju, w drogiej szwajcarskiej  klinice ($ 60 za dzien). Juz po Ayahuasce. Letnia tropikalna burza, zastrzyki ziolowe, ból i kroplówka. Nagle wstaje (Vanessa, moj niezlomny "Demon-Stróz", wyszla wezwana do telefonu). Wloke za soba stojak z kroplówka, szary korytarz,  zakret, dalej jakby okno, podchodze blizej... "nie, to krata w drzwiach bez szyby".  Stoje, burza cichnie, patrze- na bananowcu, pod lisciem, siedzi mala zielona skulona kulka. Ulewa nagle ustaje, znad dzunglii przez chmury przedziera sie niecierpliwie plomyk slonca. Niespodziewanie, mala kulka- papuzka zlatuje na pobliskiego kakaowca, szuka miedzy liscmi, czerwone owoce zjada- jeden, potem drugi- patrzy na mnie skulonego za krata. Zaskrzeczala wesolo, otrzasnela resztki kropel z piór i  radosnie odleciala na pobliskie drzewo. Dosiega mnie  refleksja: ten promyk to nadzieja po burzy zycia, ptaszek to samo zycie i owoc... nie wiem...Glos Vanessy wyrywa mnie z zadumy. Wymówki. Marsz do lózka. Chocby na chwile. One: do lózka, a ja: ze papuzka, ze burza i owoc. I co w tym nadzwyczajnego...Nie chwytaja sensu mej opowiesci. Wolaja lekarza. On przynajmniej po angielsku gada, lapie w lot aluzje, zamysla sie. Z mego obrazu wypisuje recepte:  jest taki owoc, Guanawanana sie zowie, wystepuje w twoich stronach Selva Central, ale te gorzka miksture, która Shaman ci po Ayahuasce zrobil, pic trzeba, zastrzyki ziolowe i kroplówki tez, do tego sauny ziolowe i tunele tlenowe, plus oczyszczenie jelit i zoladka niedojrzalym mango, ponad to pic plesn z bakteriami. I to wszystko z dokladnoscia szwajcarskiego zegarka. Duzo spacerów, ostra dieta  (owoce rano i soki, wieczorem salatki warzywne itp). Zgadzam sie. Jeszcze formalnosci, recepty i telefon do kliniki w La Merced. Potem bilety i na drugi dzien w droge.

Po 3 tygodniach picia miksturki z 7 ziól, jak piolun gorzkiej,  zastrzyków, saun co 2 wieczór pod nieublaganym nadzorem Mojej Terrorystki (bo tego nie jedz, a tego nie pij, zabiegi o okreslonych scisle godzinach) juz  nic mnie nie moglo powstrzymac od wyjazdu. Byle dalej. Przed siebie. Do San Cristobal razem ze Staszkiem i jego zona Monika. Po powrocie mango i 3 dni ostrego oczyszczania. W koncu na trzeci dzien wydalilem najpierw cosik wielkosci malej czarnej pomaranczy, a potem wystekalem  jakby 2 brazowe sliwki, bardzo zflaczale. Oczywiscie zabrano je do badania. Przedtem, podczas  gastroskopii robionej w Iquitos byly twarde jak kamien. Teraz pokazano mi na monitorze, ze pozostaly po nich spore nadzerki i rany, lekko zasklepione cienka przezroczysta blonka, czerwone w tym miejscu. Znów 3 dni tylko soczek z Guanawanany z dodatkiem kropelek Sangro de Drago. Potem lekarz stwierdzil,  ze czas wziac sie ostrzej za leczenie pluc.  Podano mi dodatkowo Munie plus bakterie i plesn do picia. Wyjazd do Limy, bo tam latwiej o tomograf - swierdzono, ze 8 malych plamek wielkosci 1-1,5 cm na lewym plucu zniknelo calkowicie, a  2 duze- 3cm na prawym zmniejszyly sie o polowe . Porzadek dzialania: W Klinice Loayza w Limie; tunele tlenowe, wyjazd do Huaraz na kapiele w wodach leczniczych. Oczywiscie znów nie wytrzymalem i na wycieczki po rannych kapielach wyrywalem sie az  na wys. 6200 m n.p.m. Przeziebilem sie, bo snieg i zadymka. Ale pierwszy mocny zastrzyk i sauna, plus 9 godz. lezenia (co za tortura!). Potem  wrócilem do Limy,  bo trzeba bylo przelozyc odlot o 10 dni, aby miec czas by zaleczyc rany w jelicie i zoladku. No i dalsza kuracja na pluca, znów bieganina po klinikach, tunele, sauny, kroplówki, zastrzyki,  ziola, mikstury. Mozna zwariowac! a do tego dieta! co prawda pozwolono juz jesc ryby pieczone lub gotowane i rosól z chudej kury domowej. Ostatnia tomografia, badanie krwi i prawie wszystko zniknelo!!! Oprócz 1 malego guzka wielkosci 1.2 cm pozostala plesn i nakazano  jeszcze 3 dodatkowe tygodnie kuracji. Ale moja glupia upartosc i wiercipiectwo  kazaly mi wrócic.

Po powrocie do Arizony,  po wyladowaniu, poszedlem z kolega  do sklepu i... od razu mi sie w glowie zakrecilo od "zapachów"... o malo co nie zemdlalem. Musialem zwiewac do auta po wode. Oczywiscie po przyjezdzie problemy, stresy trudne do odreagowania, cisnienie skacze jak oblakane 215/120, puls 98. Tabletki nie pomagaja. Lokalny zaprzyjazniony Medicine Man rozpala wegle, w nich pokazuje problem, daje ziólka. Pomaga. Lecz bledne czarcie kolo nakreca wyjazd do Chicago- obzarstwo wspierane goscinnoscia (wszak afrontu przyjaciolom, ktorzy witaja czynic nie wypada). Seria spotkan z uzdrowicielami: Pania Halina Czajka i Egeniuszem Hefterem. Ponadtto wywiady z Krzyskiem Dzikowskim, dla radia u Pani Basi Horoszy i Pani Miry Brausztain oraz Pana  Cezarego Orlowskiego. Spotkanie na godzinnym show w polonijnym TV kanal 34 z Panem Dola i  Kasia Grochola, podczas którego, w tle lecial mój amatorski film o Salva Central. Potem jeszcze wywiad o Peru. Pan Dola decyduje sie na wyjazd w najblizszej przyszlosci, aby zrobic na miejscu profesjonalny film. Po powrocie Wigilia w Klubie Wagabundy Andrzeja Sochadzkiego.

Po tym zwariowanym tempie zdarzen i wyjazdów mam problemy ze spaniem, zasypiam  dopiero nad ranem. W duchu podejmuje decyzje, ze za 2-3 tygodnie pojade dokonczyc kuracje w Peru.

Od czasu powrotu, jak tylko moge, staram sie codziennie obcowac z przyroda: spacery po lesie, wschody slonca- ladowanie energia, zachody- oczyszczanie z calodziennych zlych energii. Ale nic nie zastapi energii tamtejszej czystej przyrody: prawie dziewiczych rzek i wodospadów, gór, jeziorek, dzikiej dzunglii. No i wspanialych ludzi umiejacych sie cieszyc zyciem, czerpac radosc z kazdego dnia, i doceniac to, co maja nie pragnac wiecej. Tam jest latwiej  odróznic prawdziwy glód od apetytu, potrzebe od zachcianki. Filozofia tych ludzi jest prosta, np: powiadaja, ze: "tylko matka natura wraz ze zwierzetami nie ma w sobie ani zazdrosci czy zawisci, nigdy nie klamie  i jest wolna od naszych ludzkich przywar; ze kazda pogoda jest dobra i potrzebna; ze jezeli sie dobrze odzywiamy swiezymi dojrzalymi owocami, pijemy mleko prosto od krowy, lamy czy kozy, jemy swieze ryby to organizm szybko sie wzmacnia wraz z systemem obronnym; ze jesc nalezy bez pospiechu i z przyjemnoscia i nie gadac przy tym; jedzeniem powinnismy tylko uzupelniac utracona energie, a najwiecej jej tracimy denerwujac sie, niepotrzebnie spieszac i stresujac". Wedlug nich powinnismy na poczatku starac sie zjadac od  0.3 -0.5 kg warzywnych salatek, sporo owoców i pic duzo swiezych soków, zwlaszcza po oczyszczaniu organizmu. Witaminy i mineraly powinnismy przyjmowac w naturalnej postaci (owoce ,warzywa, ryby itp). Mowia takze, ze trudno pomóc komus na sile i nie nalezy tego czynic. Powinno sie za to miec osobe bliska, jakby powiernika, przed która mozna sie wygadac, a czasem wyplakac, bo powiadaja,  ze z kazdej sytuacji sa przynajmniej dwa wyjscia, a jak sie dobrze rozejrzec to i wiecej sie znajdzie.

Kazdy ma swoje problemy do rozwiazania, a stres jest nieodlacznym naszym albo przyjacielem, kiedy nas stymuluje do dzialania albo wrogiem, kiedy nie umiemy sobie z nim poradzic; wtedy sie kumuluje, wpedza nas  w depresje, nerwice i stad bierze sie wiele chorób. Nie powinno sie z nim walczyc,  ale starac sie go jakby udobruchac.

Denerwowac sie mozna i stresowac z róznych, czasem blahych,  powodów, wiec powiadaja: "wyjdz z siebie i stan obok", czyli spojrzyj na to z dystansu i bez emocji, czasem wez gleboki oddech, policz do 5-ciu i juz to inaczej wyglada. My, zwlaszcza Polacy i Slowianie, nie umiemy sie cieszyc z malych drobnostek, osiagniec, ale za to lubimy bardzo narzekac i biadolic. Zyjac tu, na emigracji, bombardowani codziennie agresywna reklama nie mamy czasu na refleksje: "co tak nam naprawde do szczescia jest potrzebne", kupujemy i zamiast cieszyc sie nowym nabytkiem, to w zwiazku z tym, ze posiadamy i gromadzimy w nadmiarze róznych gadzetów, ta radosc nam umyka w gonitwie po nowe zdobycze. Tym sposobem z wlascicieli przedmiotów stajemy sie ich slugami, a czasem niewolnikami. Indianie, i nie tylko oni, mówia, ze kto duzo lapie, ten nie trzyma wystarczajaco mocno i czesto mu to sie wyrywa. "Nie badz zachlanny i pazerny" dotyczy to wszystkiego.

Jak poznac ze "cosik" jest z nami nie tak, ze mamy problemy z nerwowoscia czy nieodreagowanym i kumulujacym sie  stresem? Najczestsze tego objawy to: zaburzenia snu, oslabienie i poczucie rozbicia, bóle glowy, a czasem zoladka, miesni kregoslupa, a zwlaszcza szyjnej czesci. Jestesmy przygnebieni jakby cos nas dreczylo, znika dobry humor, zaczynamy byc nieznosni, sarkastyczni, duzo narzekamy, wpadamy w krytykanctwo, zaczynamy sie w nocy zimno pocic, mamy problemy z oddychaniem, cisnienie zaczyna skakac, napadaja nas bezsensowne ataki zlosci, hustawka nastrojów. Jestesmy czesto sfrustrowani, a to juz krok tylko od nerwicy czy depresji. A wystarczy troche spacerów, jakis krótki urlop poza domem, zwolnienie tempa, uczciwa analiza potrzeb, poprawa relacji z najblizszymi i otoczeniem. Trzeba nauczyc sie wybaczac i odpuszczac.

Przypomnialo mi sie, jak Huan, podczas mojej choroby, odkryl i pokazal mi prawdziwa przyczyne mojego stanu zdrowotnego w czasie ceremonii Ayahuasca; zobaczylem wtedy, ze  mam problemy z wybaczaniem;  powiedzial "wyobraz sobie, ze ten ktos, kto cie skrzywdzil teraz lezy i wije sie z bólu, popatrz na niego jaki jest teraz biedny, a zaraz Ci sie zrobi lzej i na pewno mu wybaczysz". To jest jedna z metod, ale wtedy trzeba to zrobic szybko, bo mozemy rzeczywiscie na tego kogos sciagnac chorobe i potem to bedzie jak pilka miedzy nami krazylo;  trzeba takie sprawy ucinac szybko i stanowczo.

Nie kryjmy do kogos zbyt dlugo urazy czy niecheci, starajmy sie jak najszybciej wyjasniac problemy, najlepiej na biezaco, bo po miesiacach czy latach zapomnimy o co wlasciwie poszlo lub problem urosnie do sporych rozmiarów i bedzie nas jak robak toczyl od srodka. A  jezeli zamkniesz sie w sobie, to nie tylko twoja sprawa, bo nalezy odróznic potrzebe odosobnienia, by uslyszec glos wewnetrzny, od izolowania sie od bliskich. Oni próbuja dojsc przyczyny, a my czujemy sie wyobcowani i niedowartosciowani. Dlatego, jak juz wspominalem, trzeba o tym rozmawiac, ale z kims do kogo mamy pelne zaufanie, z wiara, ze nam pomoze, a przynajmniej pocieszy, nie wysmieje. Bo lek przed strachem i fobiami jest najgorszym rozwiazaniem. Czasami przesadzamy z naszymi problemami, we dwoje latwiej znalesc dobre wyjscie lub sposób rozwiazania. A juz samo wypowiedzenie problemu daje nam ulge, stad jak nie mamy nikogo zaufanego to udajmy sie do fachowca: psychoanalityka czy psychiatry, gdy sprawy juz zaszly tak daleko, ze stalo sie to chorobliwe; a jesli jestesmy wierzacymi to do ksiedza, na spowiedz i szczera rozmowe. W zwierzaniu sie zalecam ostroznosc, bo jest wielu co zamiast pomóc rozwiazac problem, moze jeszcze bardziej zaszkodzic. Albowiem Indianie mawiaja, ze wiedza tym sie rózni od nauki, ze pochodzi z wewnatrz i nie mozna jej przekazac, a jedynie pomóc ja wydobyc i tu trzeba uwazac, aby  sie nie nadac jak balon, nie korzystajac z niej dla dobra innych i aby nie zglupiec i nie zwariowac w madrosci swojej.

 

Dziki Mietek z Arizony
1-01-2006